sobota, 14 maja 2016

Rozdział czternasty.

Nigdy nie przypuszczałam, że można czuć się tak źle. Aż tak do dupy.
Przytulałam się bezsilnie do misia, roniąc łzy na jego włochatą pierś. Zamknęłam się w pokoju. Dawca nasienia próbował chyba wyważyć drzwi, ale z tego co słyszałam, był zbyt pijany; nawet żeby złapać klamkę. Bolało mnie, że nazwał mnie dziwką, chociaż właściwie nie powinno. Ile razy już to słyszałam? W dodatku nasze stosunki... naszych stosunków już po prostu nie było. Kiedyś jeszcze potrafiliśmy normalnie rozmawiać, ale miałam wrażenie, że Emma całkiem zatruła mu umysł. Nigdy w życiu nie wznosił by toastu za czyjąś... czyjeś odejście. Zwłaszcza byłej żony, zachowałby elementarny szacunek.
Nagle do głowy wpadł okropny pomysł.
Co jeśli...
...zmienił się tak przez...
...alkohol?
Zwinęłam się w kłębek jeszcze bardziej, chowając miśka przy moim brzuchu. Czy ja także w miarę staczania się w alkoholizm, staczałam się moralnie?
Co za głupie pytanie! zagrzmiała moja podświadomość. To chyba oczywiste, że tak!
Jesteś dziwką i pijaczką, Steph.
- Wali mnie to - warknęłam do siebie.
No właśnie.
W dodatku gadam sama ze sobą.
Podniosłam głowę, żeby skontrolować, jaka jest pora dnia. Niebo już szarzało, na oko może ósma wieczorem..? Oj, długo leżę. Od pierwszej na pewno.
Brzuch niesamowicie bolał mnie z głodu. Miałam to jednak w dupie. A niech boli. Nie jadłam nic oprócz pechowego lunchu, nie mogłam się przemóc, by wziąć cokolwiek do ust. Mdliło mnie nawet od samego widoku jedzenia.
- Steph? - usłyszałam nagle. - Steph, jesteś tam? Jak się czujesz?
Aby. Chyba tylko ona się o mnie troszczyła, jak widać.
Wstałam i trzymając się za brzuch (o rany, ale boli..!), podeszłam do drzwi.
- A jak mam się czuć, skoro moja mama umarła? - wychrypiałam. - Jestem w totalnym dołku.
- Otwórz.
Spełniłam polecenie przyrodniej siostry i oto ukazała mi się jej cała sylwetka, z rozczochranymi włosami włącznie. Pochyliła się i najzwyczajniej w świecie mnie przytuliła.
A potem się rozpłakała.
Byłam tak zaskoczona, że mechanicznie zamknęłam drzwi i posadziłam ją na moim łóżku.
- Co się stało, Aby? - zapytałam zatroskana, zapominając na chwilę o własnych problemach.
- Ja, ja chyba się znowu zakochałam - wyksztusiła ruda. Sięgnęła po mojego misia, po czym wtuliła w niego twarz. - W hmpfhmpf.
- Co?!
- W Caumie! - powiedziała głośniej.
- Calumie?
- Ta!
Bezsilnie opadłam na łóżko.
- I tak masz lepiej niż ja, bo zawsze możemy go jakoś odwiedzić, a poza tym, masz MNIE.
- Ale... chyba dla niego to była jednorazowa przygoda - wychlipiała.
Kierowana instynktem przytuliłam ją do siebie i pozwoliłam jej się wypłakać. Opowiadałam jej też, jak bardzo mi się Harry podoba, że zauważam takie małe rzeczy, które też mi się podobają, że kocham i jednocześnie nienawidzę Kendall, bo ona sprawia widocznie, że jest szczęśliwy, ale ja chcę być na jej miejscu. I że jak chciałam o tym opowiedzieć mamie i się poradzić, ona... ona odeszła...
Potem płakałyśmy obie.

***

- Dobra, koniec tego rozpaczania - powiedziała prawie dziarskim tonem Aby, gdy wydmuchiwałam nos (trąbiąc w chusteczkę). - Czyli obie jesteśmy nieszczęśliwie zakochane. Tylko ty masz gorzej i dodatkowy ciężar.
- Wiem, co z tym zrobimy.
- Hę?
- Chodźmy się tak uchlać, żeby o wszystkim zapomnieć.
Wyszykowałyśmy się i koło dziewiątej wieczorem byłyśmy gotowe. Miałam na sobie czarne koronkowe szorty, ciemne koturny i czarną półprzezroczystą koszulkę, pod którą można była zobaczyć również czarny stanik. Na twarzy nie miałam aż takiej tapety - tylko mocna kredka (tak, czarna) i tusz do rzęs. I czerwona szminka, która niemal raziła oczy przy takiej ilości ciemnych kolorów. Włosy zostawiłam rozpuszczone, opadały kaskadą na plecy.
Aby ubrała neonowo żółtą sukienkę. Mrużyłam oczy, gdy na nią patrzyłam, więc nie przyjrzałam się jej kreacji bliżej. Nie, żeby mi się chciało.
Schowałam nasze pieniądze na drinki do kieszonki. Nie brałyśmy telefonów. W planach był totalny black out, jeszcze by nas okradli. Wzięłam jeszcze tylko podrabiane dowody osobiste, w razie gdyby ktoś z obsługi kwestionował naszą pełnoletność (przyp. aut. pamiętajcie, w USA jest się pełnoletnim wobec prawa po skończeniu dwudziestego pierwszego życia)*.
Z kamiennymi minami zeszłyśmy po schodach i już miałyśmy wyjść, gdy rozległ się skrzek Emmy (obie się skrzywiłyśmy, słysząc to):
- Abigail, gdzie ty się wybierasz?!
- Ja? - zapytała głupio, grając na czas.
Zacisnęłam dłoń na klamce, by w każdej chwili móc otworzyć drzwi i po prostu wyjść.
- Widzisz tutaj inną Abigail? - zapytała kpiąco macocha. - Gdzie się wybierasz?
- Na imprezę - odpowiedziała podobnym tonem. - A to nic do tego.
- Abigail!
Ale ona już dała mi znak do otwarcia drzwi. Niczym modelki na wybiegu przeszłyśmy przez próg, a potem zupełnie nie-jak modelki pobiegłyśmy do mojego motoru. Usadowiłam się wygodnie i kiedy siostra szukała odpowiedniej pozycji do siedzenia, ja odpaliłam silnik.
- Gotowa?! - zapytałam, przekrzykując ryk pracującej maszyny.
- Tak! Jedźmy!
- Abigail, co to ma znaczyć, jutro idziesz do szkoły! - zawołała żmija.
- Mam to w dupie! - odwrzasnęła jej pierworodna córka.
Wtedy wreszcie odjechałyśmy.

***

Był środek tygodnia, a w pobliskim barze była cała (no, prawie) szkoła. Wszyscy stali w kolejce, nerwowo prztupując, bo robiło się zimno. Po tym, jak pomogłam Aby zejść, ona też zaczęła pocierać ramiona.
Ja natomiast byłam dziwnie pobudzona, było mi wręcz gorąco.
- Masz szczęście, że mam chody u ochroniarzy - powiedziałam jej na ucho.
Pogoniła mnie tylko gestem, więc westchnęłam, narzekając na niewdzięczność dzisiejszego świata, po czym uwodzicielsko kręcąc biodrami zbliżyłam się do rosłego osiłka.
- Witaj, Pat - wymruczałam.
- Cześć, Steph. - Uśmiechnął się krzywo.
- Mógłbyś wpuścić mnie i moją siostrę?
- No nie wiem... - Ewidentnie się ze mną droczył, bezczelnie gapiąc się na moją klatkę piersiową.
- Mamy odpowiednie stroje, a ja - Pstryknęłam mu palcami przed oczami (od.aut. haha rymik xD) - mam kartę VIP Premium. Platynową.
Oczywiste jest, że taka karta nie istnieje, ale ochroniarz dobrze skumał, że jestem jedną z ulubionych klientek właściciela, z którym byłam na "ty". Uważał mnie za jedną z najlepszych lasek, które pieprzył i pozwolił wchodzić kiedykolwiek do klubu niczym VIP. Co z tego, że był wtedy pijany - mam to nagrane.
Pat bez słowa odsunął się od wejścia, przepuszczając nas. W tym samym czasie wyszło jakieś dwadzieścia osób, nawalonych w nie cztery, tylko czterdzieści dup. Tak więc do klubu dostałyśmy się my, a także połowa naszej klasy. Złapałam Johnny'ego i spytałam, wrzeszcząc do ucha:
- Czemu tu jest prawie cała szkoła?!
- Ellie ma urodziny, zapomniałaś?! Przecież gadała o tym cały czas! Zaprosiła wszystkich, nawet nauczycieli!
Bez słowa odeszłam w stronę siostry.
- I co?!
- Ellie ma urodziny, nic specjalnego!
Wzruszyła ramionami i pociągnęła mnie w największy tłum. Tam zaczęłyśmy wyzywająco tańczyć. Przypomniała mi się noc, gdy poznałam Louis'ego i nagle nabrałam ochoty na coś mocniejszego.
Kierowałam się właśnie w stronę baru, gdy nagle dostrzegłam opierającego się tam... Harry'ego.
Powiedzieć, że byłam zdziwiona, to naprawdę duże niedopowiedzenie.
Na wszelki wypadek, gdyby zaczął mieć do mnie o coś pretensje, pojawiłam się przy ladzie jakieś trzy metry od niego.
- Wódka z lodem i tonikiem - rzuciłam arogancko.
- A pełnoletnia jest? - zapytał z obleśnym uśmieszkiem barman. Miał może czterdzieści na karku, ale widziałam przystojniejszych gości: bez żółtych od nikotyny zębów na przykład.
Czułam, że Harry odwraca głowę w naszą stronę.
- Oczywiście, że jest - odparłam. - Inaczej by mnie nie wpuścili, yup?
- Masz szczęście, że laska wszystko sponsoruje, musiałabyś mnie jakoś przekonać...
- Nie sądzę, że byłoby warto... - Odrzuciłam włosy na plecy, po czym dodałam: - Wódka z lodem i tonikiem, powiedziałam.
Zmrużył przekrwione oczy, ale odwrócił się i zaczął mieszać mojego drinka.
- Stephanie?
- Harry? - Udałam, że dopiero teraz go zauważyłam. - Ty chodzisz na imprezy?
Zaśmiał się ponuro.
- Muszę jakoś odreagować.
Dopiero teraz zauważyłam, że kurczowo ściska w dłoni szklankę z bursztynowym płynem.
- Jack Daniel's?
- Ta.
Obleśny barman postawił przede mną wysoką szklankę i sobie poszedł. Wyjęłam cytrynkę, położyłam na blacie i wypiłam na raz połowę, czując w żołądku zajebiste orzeźwienie z przyjemnymi bąbelkami. Odetchnęłam głęboko, bo aż mnie zatchnęłam, po czym znów odchylając się prawie tak bardzo jak Neo z Matrixa. dopiłam resztę. Na dnie zostały tylko kostki lodu.
- Co takiego musisz odreagować? - zapytałam nonszalanckim tonem.
- Kłótnię z Kendall i z mamą.
Nawet nie zauważyłam, kiedy się tak do siebie zbliżyliśmy. Niemal stykaliśmy się ramionami.
- A o co poszło? - dopytywałam, brzdąkając lodem o ścianki szklanki. - Barman! Jeszcze raz to samo!
- Kendall nie lubi mamy, a mama jej. Pokłóciły się, a ja nie umiałem wybrać strony.
- Tylko tyle? - zaśmiałam się gorzko, bo przypomniałam sobie moje problemy. - Moja matka dzisiaj umarła, zostawiając mnie z ojcem alkoholikiem i nieczułą żmiją w domu, Calum musiał wracać do Australii i prawdopodobnie mam HIV. Aha, i jestem alkoholiczką jak stary. Milutko, prawda?
Sięgnąłam po moją szklankę, znów pełną. Zakręciłam nią powoli, obserwując roztapiający się lód. Pociągnęłam łyka.
- Emma nie wygląda na żmiję - powiedział Harry.
- Przez nią mój ojciec stał się osobą wznoszącą toast za śmierć byłej żony - warknęłam. - Zresztą, co ja ci tłumaczę, i tak nie zrozumiesz.
Jeszcze raz wzięłam łyka wódki. Zaczynałam czuć już lekkie zawroty głowy.
- To mi wytłumacz.
- Nieważne, co ci powiem i tak będziesz miał mnie za dziwkę - powiedziałam gniewnie, odkładając szklankę. - Żegnaj.
Odepchnęłam się od lady i tylko trochę się zatoczywszy, podążyłam w stronę parkietu. Miałam zapomnieć, a przez tą rozmowę wręcz wszystko sobie przypomniałam. Kurwa.
Przez przypadek natknęłam się na Ellie i bełkotliwie złożyłam jej życzenia. Przyjęła je ze śmiechem. Też była już nieźle wstawiona. Po chwili dołączyła się do nas Caroline, która zaproponowała taniec. Zaczęłyśmy się bujać, chichrając się jak głupie, ale poczułam na nadgrastku uścisk.
To był Harry.
- Czego chcesz?! - spytałam głośno.
A potem, całkowicie nie panując nad własnym ciałem (naprawdę!), złapałam go wolną dłonią za kark i...
...pocałowałam.
Nie odepchnął mnie, tylko objął ramionami w talii i przycisnął do rozgrzanego ciała. Całował tak cudnie, że miałam wrażenie, że dojdę tylko przez to - już robiło mi się mokro w majtkach. Od tak dawna marzyłam o spróbowaniu tych różowych ust, zanurzeniu dłoni w jego małpiej czuprynie. Pozostawały mi tylko fantazje, a tu taka niespodzianka. Czułam, jak powoli zamieniam się w budyń albo coś podobnie bezwładnego.
Nie wiem, ile to trwało, ale za wcześnie Harry mnie odepchnął.
- N-nie mogę... m-mam dziewczynę...
Wtedy to ja odsunęłam się od niego i bez słowa ruszyłam po kolejnego drinka.

***

Impreza skończyła się totalnym black out'em. Po raz drugi w życiu urwał mi się film - pierwszy raz był na pierwszej imprezie. Gdy obudziłam się z masakrycznym bólem głowy, poczułam się jak gówno. Na lewym ramieniu pochrapywała Aby, a głowa El leżała na moich kolanach. Wszyscy znajdowaliśmy się na klubowych kanapach. Nie wiem, jakim cudem się zmieściliśmy, ale pewnie większość imprezowiczów wróciła do domu o własnych siłach.
Zrzuciłam z siebie oba pasożyty. Zamruczały coś pod nosem i wróciły do chrapania sychronicznego.
Chwiejnie wstałam i trzymając się za bolący brzuch, podeszłam do najbliższego stolika, na którym królowały wysokie szlanki z wodą, kilka opakowaniań paracetamolu oraz krakersy.
Rzuciłam się na to wszystko jak wygłodniałe zwierzę. Po chwili połowy krakersów nie było, a ból brzucha znacząco zelżał. Wypiłam spokojnie wodę, żeby nie zwymiotować i wzięłam okrągłą tabletkę.
Sięgnęłam do kieszeni, aby po chwili znaleźć klucze, papiery na pełnoletność i kasę. Ok, wszystko gra, hajs się zgadza. Nie było sensu sprawdzać godziny, skoro i tak nie miałyśmy zamiaru iść do szkoły. Takie imprezy się odsypia cały dzień.
- Aby, chodź, musimy wracać - powiedziałam jej na ucho. Sukienka jej się tak zadarła, że widać było koronkowe majtki, więc jakoś ją poprawiłam. Zamruczała coś i dalej spała. - Aby, przysięgam, jak się nie obudzisz, zrobię ci zdjęcie i wyślę Calumowi.
- C-co? - Poderwała się nagle. - Ale przecież nie masz przy sobie... - Skojarzyła nagle. - Ty!
- Ja - powiedziałam tonem osoby zadowolonej z siebie. - Wstawaj, musimy jeszcze kupić Ellie prezent.
- C-co?, J-jak?, Gd-gdzie?!
- Ellie prezent w centrum jakimś. Zbieraj dupę idziemy.
- Kurwa, nie mów tak głośno... pić... - wychrypiała.
Z westchnieniem poszłam po szklankę i podałam konającej od kaca przyrodniej siostry. Dostała także tabletkę, niech zna moją dobroć. Podziękowała uśmiechem, po czym... zwymiotowała mi pod nogi, brudząc koturny.
- Zabiję cię - wysyczałam, ciągnąc ją do łazienki.
- Ale to nie było specjalnie...
- Kto cię tam kurwa wie. - Sięgnęłam po papier toaletowy, zamoczyłam go w wodzie i zatykając nos, zaczęłam ścierać resztkę rzygów z moich zamszowych koturnów. - Będziesz mi je czyścić własną szczoteczką - zagroziłam.
Zachichotała tylko. Chyba jeszcze nie do końca wytrzeźwiała.
- Ale wyobraź sobie: Caro się budzi i bach! wpada do moich rzygów!
Parsknęłam śmiechem, gdy ten obraz pojawił mi się w głowie. Faktycznie, najbliżej feralnej kałuży była Horan.
Kiedy wreszcie moje buty wyglądały w miarę przyzwoicie, wstałam, chwiejąc się lekko, bo mięśnie mi trochę zesztywniały.
- Dobra, ja już jestem gotowa i jadę.
- Co? - Aby przerwała picie wody prosto z kranu. - Czekaj chwilę, zaraz skończę!
Chwila przeciągnęła się do chyba godziny, ale kiedy wychodziłyśmy, wszyscy nadal spali. Wsiadłam na motor oraz przekręciłam kluczyk. Aby przyspawała się do moich pleców i... pojechałyśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz