sobota, 14 maja 2016

Rozdział jedenasty.

Chowając do kieszeni obcisłych jeansów przysięgałam sobie, że nie dam się porwać pożądaniu. Najwyżej oral, stara, wyników wciąż nie ma ta mądrzejsza część mi pomachała mi palcem przed oczami. Jak będzie negatywny, to sobie poszalejemy. Kto wie, co będzie za pół roku... Może zmienię zdanie i wstąpię do zakonu? Nie, haha, to by było już mega dziwne. Za bardzo lubię swoje życie, takie, jakim jest. Nie mogłabym go poświęcić dla innych. Podziwiam zakonnice i księży i w ogóle szacun. Ale takie coś nie dla mnie.
Mój imprezowy strój składał się z ciemnych jeansowych rurek i czerwonej bluzki zawiązanej nad płaskim brzuchem w supeł. Dzięki temu widać było czarny stanik. Właściwie to nawet nie był dekolt. Poprawiłam czarną koronkę, która uwierała mnie w biust, a potem podskoczyłam, żeby wszystko jakoś się ułożyło. Poprawiłam koszulę - wcześniej wystające żebra były od razu widoczne. Zastanawiałam się, jakim cudem byłam chuda, skoro tyle wpierdalałam słodyczy chociażby? Zaświtało mi wspomnienie Ellie dającej nam tabletki na odchudzanie. We trójkę nieźle schudłyśmy, nawet za bardzo. Od tego czasu miałam wrażenie, że dziewczyny coś przede mną ukrywają, chichrają się po kątach. A może to tylko paranoja? Jestem przewrażliwiona, jak każdy dyktator. Denerwowało mnie też, że ciuchy dobre miesiąc temu wisiały na mnie jak na wieszaku. Nosz kurwa, co ona mi dała?
Łyknęłam tabletkę przed na wszelki wypadek i czym prędzej wyszłam z domu. Strzeżonego Pan Bóg strzeże, czy przezorny ubezpieczony. Chuj wie. Nie wymawiaj na daremno, haha.
- No wreszcie - jęknąła siostra. - Coś ty tam robiła?
- Podziwiałam swe odbicie - odparłam, zeskakując lekko z ostatniego schodka, po czym dołączyłam do towarzystwa i nawinęłam kosmyk włosów na palec.
- No to wiemy, czemu tyle czasu czekaliśmy. - Calum objął nas obie w pasie i przycisnął do boków. - Zrobimy wejście smoka. Mam dwie zajebiste dziewczyny przy sobie, wszyscy będą mi zazdrościć. - Uśmiechnął się błogo do siebie.
Aby złapała moje spojrzenie i przewróciła oczami. Zaraz jednak przykleiła się do chłopaka, bo powiał chłodniejszy wiatr, a ona ubrała króciutkie shorty i bluzkę bez ramiączek. Oj, siostra, chciałaś być piękna, to cierp. Tylko nie wywal się na tych szczudłach.
Zdałam sobie sprawę, że ostatnie zdanie powiedziałam na głos, gdy Hood parsknął śmiechem, a Aby spiorunowała mnie wzrokiem.
- No co? Ja przynajmniej umiem chodzić w każdym obuwiu od drugiej klasy podstawówki - chełpiłam się. - Zwłaszcza koturny i szpilki... niemal się z nimi zrastam.
- Nie widzę związku - parsknęła Aby. - Dam sobie radę, nie matkuj mi.
Calum parsknął śmiechem, za co oberwał w tył głowy z otwartej dłoni.
- Za co?! - zawołał płaczliwie. - Steph, minuta śmiech to dodatkowy dzień życia, daj się nacieszyć człowiekowi! - Minęliśmy ostatni dom na ulicy i wyszliśmy na park. Jeszcze jakieś pół godzinki.
- Twoja wątroba wysiądzie koło trzydziestki, aaale się nacieszysz - rzuciłam z sarkazmem. - Bo co to za życie bez picia..?
Machnął tylko ręką. Dalej szliśmy w milczeniu, podekscytowani. Imprezę organizował Johnny, tak wypadało według kolejki. Ja nigdy nie zapraszałam obcych ludzi do siebie, a nawet tych poznanych bliżej niechętnie wpuszczałam. Fory mieli tylko Calum z Harry'm, nie mam pojęcia co na tej liście robi ten drugi. Bez oporu pokazałabym mu mój prywatny bunkier, oprowadziła po domu, ujawniając przy okazji wszystkie zakamarki. Kurwa, co się ze mną dzieje?! Nie chcę tego, czy ktoś to słyszy?!
Żeby odwrócić uwagę od niewygodnych myśli zaczęłam rozbierać na części pierwsze Hear Me Imagine Dragons w głowie.
Can nobody hear me..?

***

Noc zawsze była moim żywiołem, nawet jeszcze zanim zaczęłam nałogowo imprezować.
Chociażby dla przykładu: byłam dobrą uczennicą. Ale to tylko dlatego, że zasuwałam do trzeciej rano. Ślęczałam nad tymi pierdolonymi książkami, starając się zapamiętać wzory, regułki, informacje. Kiedy inni mieli talent, przychodziło im to z łatwością, ja kułam jak typowy kujon.
Najlepsze jest to, że nic z tego już nie pamiętam, ANI nie przyda mi się w życiu.
Szkoła nauczyła mnie, że każdy, kto głośno krzyczy, radzi sobie lepiej niż szare myszki. Każdy, kto upchnie kompleksy w najgłębszych zakamarkach zepsutej duszy, kto przyodzieje maskę pewnej siebie osoby, leci w górę po szczeblach drabiny społecznej. Szkoła zawsze pokazuje, jak funkcjonuje państwo. Więc skoro tutaj sobie radzę, czemu nie mogłabym zostać szefową czy menagerką?
A, miałam być barmanką.
To otworzę własną knajpę.
- O ja pierdolę... - wyszeptała cichutko Aby. Calum gwizdnął przeciągle i stanęli tak we dwójkę z uchylonymi ustami. Przyglądałam się im chwilę, po czym wyciągnęłam z kieszonki telefon i otworzyłam Instagrama
Niestety brunet ruszył się w tym samym czasie, kiedy ja pstryknęłam im zdjęcie. Wyszedł więc trochę rozmazany, Aby natomiast została ukazana najostrzej jak można. Szkoda, że nie zrobiłam z przodu, tak to widać było tylko umalowane usta i kawałek wnętrza policzka (o ile mogę tak powiedzieć). Na drugim planie był oczywiście rozmazany Hood.
- Zepsułeś mi zdjęcie, idioto!
- Co "idioto", co "idioto"?! Nie przezywaj mnie! - obruszył się. O, majestat został obrażony.
- To - mruknęłam niewyraźnie pod nosem, myślą intensywnie nad krótkim, a trafnym opisem.
#instagirl #instaboy #instasmile #my #sister #is #so #suprised #because #the #party #made #by #johnny #please #close #your #mouth #calum #your #smile #is #so #pretty !
Tak, jestem jedną z tych dziewczyn, które przed wszystkim dają hashtagi... a przynajmniej na Instagramie. Hmm...
Oczywiście ich nie oznaczyłam, haha. Po prostu dodałam też na Facebooka. Ciekawe, ile będzie lajków...
Czasami jestem naprawdę pustym plastikiem.

***

Nie wypiłam jakoś specjalnie dużo. Calum z Aby oczywiście zniknęli, a ja doskonale wiedziałam gdzie i dlaczego. Nie miałam nawet ochoty się napić, w kółko myślałam o tym, jakby jej zajebiste oczy (takie same jak Harry'ego...) podkreślić. Tusz do rzęs. N pewno, tylko może niezbyt wiele. Kredką na górnej powiece... ciemnozielona. O, tusz też ciemnozielony! A cień do powiek... zobaczymy, czy ma coś srebrnego, bo ładnie by wyglądała.
I oczywiście szminka, ale to już wszystko jedno.
Tak więc lekko znudzona uciekłam z imprezy. Najwyżej wrócą sami.

***

Tak jak obiecałam, w niedzielę udałam się do pani... Anne.
Spakowałam się koło pierwszej, gdy wróciłam. Położyłam się jakieś pół godziny później, dzięki czemu położyłam się o normalnej dla większej części ludzkości porze. Chyba byłam trochę zmęczona.
Kobieta otworzyła przede mną drzwi ubrana tylko w szlafrok. Jej włosy to była jakaś masakra, jak tylko na to popatrzyłam, zaczęłam się śmiać. Na szczęście nie wzięła tego siebie.
- Tak wcześnie? - zapytała z uśmiechem, wpuszczając mnie do środka.
Z ulgą zdjęłam szpilki, przeklinając te cholerne obcasy w duchu. Oczywiście, sprawiały, że nogi optycznie wydawały się dłuższe, dodawały mi kilka cali, ale wolałam koturny. Właściwie to czemu ich dziś nie ubrałam?
No tak, są u szewca w naprawie.
- Już południe - powiedziałam. - Musimy zacząć wcześnie, bo planuję ci zrobić jeszcze kurację upiększającą - w duchu zreflektowałam się nagle. - której nie potrzebujesz, ale uwielbiam ją robić!
Anne skwitowała moje zachowanie godne małej dziewczynki parsknęciem.
Ostatecznie zdecydowałam zrobić kobiecie moją specjalną maseczkę na gładszą skórę. Teraz siedziała w tym samym szlafroku, co rano, z białą twarzą i ręcznikiem na włosach. Te także planowałam jej ułożyć.
Były po prostu śliczne. Gęste, ciemne jak gorzka czekolada, ze złotymi przebłyskami. Nie wątpiłam, że farbowane, ale mama Harry'ego dobrze wybrała. Rozmyślałam, jak je ułożyć a może by zrobić koronę z warkoczy?  gdy zapytała:
- Czy Harry ci się podoba?
Niemal się udusiłam własną śliną.
- C-co? - wyksztusiłam. - Ja nic o tym nie wiem!
- Cóż, on ciągle o tobie mówi... czy mogłabyś-
- Nie ja nic nie wiem nie rozumiem w ogóle o co chodzi mogłabym! - z irracjonalnego strachu podniosłam się z wanny.
Anne zamachała rękami.
- Stop! Gdzie idziesz, takie pogaduszki są potrzebne. Zwłaszcza tobie. - Popatrzyła na mnie zielonymi oczami. Opadłam z powrotem na krawędź, wzdychając ciężko. Przyszło mi do głowy, że kobieta wygląda jak duch, w tym swoim białym szlafroku i z maseczką na twarzy. Oczy wydawały się większe przez okrągłe obszary wokół nich, bo nie miałyśmy ogórków.
- Mi nic nie potrzeba... - zaprotestowałam słabo, a Anne tylko uśmiechnęła się pod nosem.
- Niemal się przewróciłaś, gdy mój syn zszedł na dół.
- Nieprawda!
- Poza tym lubię słuchać, jak on o tobie opowiada. Ładnie się o ciebie martwi. Jak o siostrę, jak sam mówi.
To mnie... jakby to ująć... poczułam się jsk przekłuty balon. Siostrę. Sióstr się nie pieprzy. Ani braci. Kazirodztwo. Biologia się buntuje.
Anne nie zauważyła mojego braku entuzjazmu. Paplała dalej.
- Opowiadał mi, ile się o tobie dowiedział. I że jego zdaniem powinnaś wrócić na, hmm, właściwą ścieżkę...
- Wiesz co? - zapytałam, uśmiechając się wymuszenie. - Zmywajmy już tą maseczkę, bo chcę ci wybrać strój i zrobić ten makijaż. Chciałabym już wyjechać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz