sobota, 14 maja 2016

Rozdział dziewiąty.

Następnego dnia był czwartek. Ostatni czwartek października. Słońce nie grzało już tak mocno, każdy czuł to na własnej skórze. Ostatnio z rozpędu wybiegłam z domu w bluzce bez pleców i odkrywającej brzuch, ale wróciłam się jednak po obcisłą bokserkę. Zmiany nadchodziły powoli, lecz nieubłaganie.
Pakowałam rzeczy do torebki, jednocześnie obmyślając plan usidlenia Harry'ego. Jako alkoholik - prawdopodobieństwo, że nim byłam wynosiło 95%, według internetowego testu powinnam iść do psychologa - zapijałam smutki i niepowodzenia. Mimo wszystko, teraz się nie dam! Teraz, gdy byłam trzeźwa, przepełniała mnie determinacja. Królowa szkoły ma pewne prawa. Jak chce coś mieć, to będzie to mieć. Ewentualnie kogoś.
Wsiadłam na niedawno - właściwie w tamten weekend - kupiony motor. Mamie powiedziałam, że to malutki samochód, w sam raz dla kujonki. Nie warto było ją martwić moimi zakupami. Jezu, najwyżej zginę, pomyślałam, zakładając wściekle różowy kask. I tak mnie nic tu tak naprawdę nie trzyma.
Pod szkołą byłam prawie dwadzieścia minut przed dzwonkiem, nie zrobiłam więc wielkiego wrażenia. Kilka osób jednak zaczęło plotkować, że przyjechałam motorem i...
...o mój Boże, ona niczego się chyba nie boi!
...tą to stać na każdą fanaberię...
...głupia suka, myśli, że jest fajna..!
...czyżby chodzenie na piechotę tych dwóch mili jej się znudziło?
...jaki piękny pojazd! muszę ją spytać, gdzie go znalazła.
...chyba się na tym zna, motor wygląda na zadbanego...
...a kto niedawno gadał, że woli chodzić na piechotę, żeby spalić kalorie ze śniadania?
...błagam cię, jakie kalorie, Steph jest coraz chudsza każdego dnia, to się robi straszne!
A niech sobie plotkują. Coś musi się dziać, beze mnie umarliby z nudów.
Zaparkowałam tuż obok budynku, blisko stojaków rowerowych. Wyjęłam ze schowka specjalną płachtę, żeby jakby co mój jednoślad pozostał suchy i względnie czysty.
- Mhmm... - Długie ręce owinęły się wokoło mojej talii, a głowa wygodnie ułożyła się na moim ramieniu. - Cóż to za cacko, hmm? - kontynuował głos. - Juliet znudziło się palenie kalorii na stosie determinacji..?
Parsknęłam śmiechem.
- Co ty pieprzysz... Zobaczyłam, sprawdziłam, kupiłam. Karoty nie chciałam, będę pierwszą królową, która sama prowadzi - oznajmiłam, po czym wyplątałam się z uścisku. - Miło cię znów widzieć, Calum.

 ***

Australijczyka moja paczka - a właściwie świta - powitała całkiem entuzjastycznie. Chłopak w tamtym roku przyjechał do mnie na wymianę szkolną. A właściwie - międzykontynentalną. Trafił akurat na okres porozwodowy moich rodziców i to on był moim głównym pocieszycielem. Zaczął zabierać mnie na imprezy, pokazał, jak alkohol potrafi podnieść poziom endorfin w mózgu. Z nim miałam najlepszy pierwszy raz, jaki laska może sobie wyobrazić. Do dziś pamiętałam, jak dobrze pieprzył. Może nawet się sobą zauroczyliśmy, ale nic z tego nie wyszło.
A teraz wrócił.
- Moi kumple i ja założyliśmy kapelę - chwalił się właśnie. Wszyscy wpatrywaliśmy się w niego jak w obrazek. - Nie wiem właściwie, co gramy. Może pop rock, ale Michael, nasz główny gitarzysta, upiera się przy punku. - Parsknął śmiechem.
- Gdzie się zatrzymasz? - zapytała chciwie Ellie.
- Mam nadzieję, że Ju... Steph mnie przenocuje.
Uniosłam brew.
- Nadzieję możesz mieć, Hood - rzuciłam zaczepnie. - Na moją łaskę należy zasłużyć.
Rozlegly się przeciągłe gwizdy osób obserwujących nasz słowny pojedynek. Chłopak wstał od stołu. Obserwowałam go spod zmrużonych rzęs, gdy okrążał stolik, by znaleźć się koło mnie. Wyciągnął śniadą rękę.
- Więc chodź, moja królowo - rzucił z sarkazmem.
Przy zaimprowizowanym na szybko akompaniamencie gwizdów i klaskania przyjęłam jego dłoń. Cała stołówka przyglądała się nam, ale przecież lubiłam być w centrum zainteresowania, Calum także. Wyprowadził mnie ze stołówki. Podczas tej drogi starałam się nie zerkać na stolik orkiestry, ale dostrzegłam obrzydzoną twarz Harry'ego i te przepełnione nienawiścią muzyków. Oni wiedzieli, że to po jego wizycie stracili jedyny flet.
Kroczyliśmy dumni przez parking w stronę mojego pojazdu. Calum chciał prowadzić, ale nie miał na to najmniejszych szans. Z gracją przełożyłam nogę i odwróciłam głowę. Australijczyk posłał mi pewne siebie spojrzenie, po czym szybko usadowił się za mną.
- Co się boisz? - zapytałam sarkastycznie. - Obejmij mnie w talii. - I nie czekając na jego reakcję odpaliłam silnik. Natychmiast mnie złapał.
- Mhmm, zadziorna, co? - wymruczał mi do ucha.
- Co masz z tym 'mhmm' i kretyńskim 'co'? - odpowiedziałam, chowając do schowka płachtę i zakładając kask. - Zresztą, będzie czas na pogaduszki.
I pojechaliśmy.

***

Cały swój dobytek na kilkudniowy pobyt tutaj Calum trzymał w plecaku. Nie miał jakiejś miejscówy, z tego co wiem przyleciał samolotem do stolicy stanu a stamtąd autostopem na nasze śmiecie. Więc od razu ruszyliśmy do mnie.
Czarnowłosy od razu po przestąpieniu przez próg mojego pokoju rzucił się na łóżko.
- Ach, takie miękkie, jak zapamiętałem! - zachwycił się, a ja parsknęłam śmiechem. Obiecał, to pamiętał. - Coś ty za bunkier tu urządziła? - Wskazał podbródkiem moją prowizoryczną kuchnię.
Wzruszyłam ramionami.
- Jakoś muszę żyć, nie? - Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. - Tata jest raczej niechętny mojemu istnieniu w ogóle.
Chłopak zmienił pozycję z leżenia na brzuchu na siad turecki. Sięgnął po poduszkę, położył ją na kolanie i oparł się na niej łokciem, a głowę ułożył na pięści.
- Coś nie bardzo mi się wydaje... ostatnio, jak tu byłem, starał się jak mógł - powiedział zamyślony. - To ty raczej obrażona go odrzucałaś.
- Chciałby, żebym znów była grzeczną dziewczynką - rzuciłam z przekąsem. Podniosłam jedną nogę i zdjęłam koturn. - A nie nienawidzącą go z całego serca młodą kobietą. - Pozbyłam się drugiego buta, po czym nagle zmalałam o kilka centymetrów.
- Good girls are bad girls... - zanucił Hood.
- That haven't been caught* - dośpiewałam a on się skrzywił.
- Fałszująca jak zwykle... aua, za co to?! - wrzasnął, gdy koturn przeleciał mu koło ucha.
- Wiem, że nie umiem śpiewać ale nie lubię, gdy ktoś mi to przypomina. - Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim. - I nie dramatuj, nic się nie stało.
- Nie dramatuj? - Uniosł brew i podał mi buta.
- Neologizm - odparowałam.
- Pamiętasz, jak to pisaliśmy? - zapytał, ignorując ripostę. - Wtedy jeszcze byłaś grzeczna.
- Dużo rzeczy razem pisaliśmy.
- To było akurat osobiste, co? - Nie skomentowałam, zajęta bawieniem się paznkociami. - Chociaż to wymykanie się raczej było kwestią wyobraźni...
- Cicho bądź, dobra? - zapytałam, nie podnosząc wzroku. - To było dawno. Wiele się zmieniło, wiesz?
- Widzę. Na przykład szybko zmieniłaś otoczenie. - Zeszłam z łózka, kierując swoje kroki w stronę lodówki. Niemal zakrztusiłam się RedBull'em, gdy brązowooki dodał: - Kiedyś obracałaś się wśród swoich, a nie idiotów.
Przełknęłam spokojnie.
- Oni... to nie są idioci - zaprotestowałam. - Po prostu mamy inne priorytety niż nauka. Życie to moment, wszystko inne jest niepewne - dodałam, cytując Louis'ego.
- Czyli już nie chcesz studiować na Havardzie? - Mimo, że stałam tyłem, wiedziałam, że podniósł brew.
- Nie.

***

Gdy nadszedł ranek dnia następnego, obudziliśmy się w jednym łóżku ALE nic między nami nie zaszło. Przytulaliśmy i całowaliśmy się chwilę, jako, że każdy singiel potrzebuje odrobiny czułości (chociaż żadne z nas za harem tego by powiedziało na głos), ale Calum stwierdził, że to nie to samo. I miał rację.
Mój kutas reaguje na ciebie, ale zaraz dostaje informację od mózgu, że to TY. I daje do zrozumienia, że to kazirodctwo.
- Nie idziesz do szkoły?
- To chyba oczywiste, Hood.
- Po nazwisku to po pysku, Fox-Lisowsky.
Na szczęście byliśmy w domu sami. Nie chciałoby mi się tłumaczyć ojcu, że gość, przez którego posmakowałam życia i który przyczynił się do zmiany jego córki, zamieszka z nami do...
- Kiedy musisz wracać? - zapytałam, nalewając do dwóch szklanek soku jabłkowego. Calum nie znosił pomarańczy, do dziś zastanawiam się, dlaczego.
- W poniedziałek rano, koło siódmej mam lot powrotny.
- Podwiozę cię - zaoferowałam się.
- O siódmej rano, Jul. - Wzruszyłam ramionami, po czym podałam mu szklankę i usiadłam koło niego. - Jesteś w stanie tak wcześnie wstać..?
- W stolicy masz lot? - Pokiwał głową. - To pojedziemy w niedzielę wieczorem. Najwyżej zostawię cię koło czwartej, żebym zdążyła wrócić, albo się zerwę. Też mi problem.
Zapadła cicha. Popijałam sok, myśląc, o co by zagadnąć Caluma. Chłopak strasznie mi się kiedyś podobał, ale teraz mimowolnie porównywałam go z Harry'm. Ciemne brązowe oczy - niemal czarne - sprawiały wrażenie, że topisz się w kawie. Miał fajną linię szczęki, przez którą kształt jego twarzy był zupełnie inny od tego Harry'ego. Pełne różowe usta zachęcały do całowania, ale Harry miał mniejsze, przez co te wydawały mi się proporcjonalnie za duże... Wstrząsnęłam głową, próbując pozbyć się małpich loków z myśli.
- Wiesz co? - rzuciłam. - Muszę iść do pralni, bo zapomniałam wziąć ciuchów wczoraj przez ciebie. - Wyciągnęłam oskarżycielsko palec w jego stronę, na co zaczął chichotać. - Jedziesz ze mną i pokażę ci, co się zmieniło.

***

Prowadząc, czułam się seksownie, co potęgowała świadomość, jak jestem ubrana. Króciutkie szorty odsłaniające pół tyłka, czarne koturny, biała bluzka z napisem PUNK IS NOT DEAD (podebrana tacie, który jeszcze w Polsce był punkiem (?!)) i najlepsze - czarna skórzana kurtka.
Calum wyraził aprobatę głośnym gwizdem, za co dostał buziaka.
Jechaliśmy bez kasków, bo oboje za bardzo lubiliśmy swoje fryzury.
Kij z tym, że mogę się zabić...
Zatrzymałam się przy małej pralni. Sportową torbą podczas jazdy opiekował się Calum. Gdy weszłam do punktu usługowego - tak się to nazywa, no nie? - młoda kobieta uśmiechnęła się niepewnie. Czyli nowa. Rzadko kto się do mnie tu uśmiecha.
Odebrałam bieliznę i codzienne ciuszki, które schludnie poukładałam w torbie. Kobieta zarumieniła się, podając ni osobny worek z bokserkami. Zaśmiałam się w duchu, zobaczywszy jej czerwoną twarz. W czymś muszę spać, nie?
Gdy wyszłam, czekała na mnie niespodzianka. Nie będę oceniać, czy miła, czy nie. Po prostu Calum przesiadł się do przodu. Westchnęłam tylko i usadowiłam się za nim, bo nie byłam w nastroju do kłótni.
- Tylko zatrzymaj się przy parku - powiedziałam mu do ucha, podawszy kluczyki. - Muszę ci coś opowiedzieć.

***

- ...i on się mną teraz brzydzi - zakończyłam, po czym otarłam resztę łez i makijażu chusteczką. - I to wszystko moja wina... mea culpa, mea maxima culpa**
- Nie dramatuj, Jul. Jako królowa szkoły nie mogłaś tak po prostu odpuścić. Ten chłoptaś sobie nie poradzi w życiu, jeśli nie zrozumie, że każdy ma obowiązki.
Przytuliłam się do niego.
- Dziękuję - wyszeptałam w jego umięśnioną pierś. - Potrzebowałam kogoś, kto powie coś w tym stylu. - Siąknęłam nosem.
- Ej ej ej, nie w moją kurtkę! - Zaczął się śmiać, a ja do niego dołączyłam.
Odsunął mnie od siebie i złapał za rękę. Zaraz jednak zreflekował się (pamiętał!), puścił, po czym zaoferował mi swoje ramię.
- Madame..?
Przyjęłam je z wielkim uśmiechem na twarzy. Calum zebrał dodatkowe punkty i awansował na najlepszego kumpla.
Szliśmy tak sobie ucharakteryzowani na punków i rozmawiający o zespole Australijczyka. Nazwali się 5 Seconds of Summer. Po usłyszeniu nazwy dostałam głupawki, pod czas której pokazywałam mu SOS i pytałam, jaki chce sos... krótko mówiąc, na chwilę nam odpierdoliło - tak, Caluma też zaraziło. Dowiedziałam się, że wykorzystali sporo tekstów, które pisaliśmy tamtego roku. Chłopak kilka razy się upewniał, czy nie mam nic przeciwko, ale mi serio to wisiało.
- Jak będziecie sławni, to mi coś odpalisz - powiedziałam tylko, parknąwszy śmiechem.
Podczas jednej z wielu anegdot Caluma nagle dostrzegłam Harry'ego. Ścisnęłam umięśnione ramię mocniej i obserwowałam czujnie. Było już popołudnie, zamierzaliśmy kupić jakąś pizzę na obiad. Małpia czupryna trzymał za rękę jakąś szatynkę. Z zadowoleniem zauważyłam, że to deska. Z tyłu plecy, z przodu plecy, Pan Bóg stworzył ją dla hecy*** pomyślałam złośliwie.
- To ta jego Kendall, mhmm? - zamruczał mi do ucha Calum. - Niebrzydka...
- Przecież to deska - prychnęłam.
- Kwestia gustu. Albo musi ją serio kochać.
Zakuło mnie coś pod lewym cyckiem. Nigdy. Nigdy. Nigdy!
- Wiesz co? - zwróciłam się do czarnowłosego z szatańskim uśmieszkiem na twarzy. - Tak sobie myślę... może pójdziemy się przywitać?
Calum nie wyglądał na przekonanego, ale mnie to nie zraziło. Miałam działać! Zdecydowanie pociągnęłam go za sobą, gdy szłam w stronę gołąbków, myśląc, jak by ich przywitać i pozbawić Kendall poczucia wartości tak, aby Harry nie zauważył pocisku.
- Harry! - zawołałam radośnie. Ten widząc, że jest już za późno i tak próbował uciec. - Dawno się nie widzieliśmy! - Podeszłam bliżej i pocałowałam go w policzek. Z zadowoleniem odnotowałam, że czerwona szminka pozostawiła ślad na policzku. Potem odwróciłam się w stronę jego towarzyszki. - Ty musisz być Kendall, prawda? - Uśmiechnęłam się trochę niechętnie. - Ten tu dużo mi o tobie opowiadał. - Wskazałam palcem Harry'ego, który zacisnął usta. - Aż się zastanawiałam, ile kosmetyków używasz, że tak się zakochał, haha...
Poczułam lewą dłoń Hooda oplatającą moją talię.
- Nie słuchaj Steph - poradził oburzonej szatynce z uśmiechem. - Gada, co ślina na język przyniesie. Faceci wolą naturalne piękno. A tak poza tym, jestem Calum - wyciągnął rękę w stronę dziewczyny, która miała ze sto razy więcej tapety na ryju niż ja, kiedy miałam trądzik. Szarmancko schylił się i pocałował jej dłoń. Myślałam, że tapeciara zemdleje. A Harry udusi mojego towarzysza.
- Steph, mogę cię o coś zapytać? - odezwał się, próbując nie patrzeć na Hooda. Wzruszyłam ramionami. - Dlaczego używasz umienia Steph zamiast Juliet, i czemu odeszłaś z orkiestry, twierdząc, że już nie grasz, skoro cię niedawno słyszałem?
Zapadła cisza, podczas której Calum bezczelnie flirtował z Kendall. Kocham cię stary!
- Lubię pograć sobie czasami i przypomnieć stare chwyty. - Wzruszyłam ramionami. - Nie powinieneś podsłuchiwać.
Zarumienił się uroczo.
- Flet jest głośny, słychać go było w moim pokoju - wymamrotał.
- A imienia Julia, Juliet nie używam, bo? cóż, teraz imprezowa Steph bardziej do mnie pasuje, prawda C a l u m?
Natychmiast całą swoją uwagę skupił na mnie.
- Ależ oczywiście. Jest tak, jak mówisz.
Ten chłopak jest ideałem! Tak powinni reagować faceci, gdy nie słuchali. Rzuciłam zwycięskie spojrzenie lokowatemu.
- Stracili najlepszą...
- Jedyną - zakpiłam.
- ...flecistkę - kontynuował, nie zwracając na mnie uwagi, a my słuchaliśmy. - W dodatku ta kompletnie zmieniła osobowość, gdy pojawiłeś się t y. - Wskazał palcem na Caluma.
Ten się tylko uśmiechnął.
- To prawda.
- Muzycy nie wiedzą, co działo się w moim życiu - powiedziałam ostro. - I nikt, oprócz mojej przyrodniej siostry i właśnie Caluma tego nie wie. Wyobraż sobie, że gdyby nie oni, a zwłaszcza on, mogłabym skończyć dużo gorzej!
- Już skończyłaś! - Też podniósł głos. - Jesteś alkoholiczką, seksoholiczką i każdy w okolicy wie o tym!
- Mogłabym nie żyć! - wrzasnęłam.
Po tym wyznaniu nastąpiła cisza, a ja zdałam sobie sprawę, że niepotrzebnie poniosły mnie emocje.
- Wiesz co?, chodźmy już, Jul - powiedział brązowooki. - Niepotrzebnie tu przychodziliśmy.
- Tylko nie mów do mnie Jul. Ona już... nie istnieje. - Przytuliłam się do niego. Ignorując parę odeszliśmy w stronę motoru.

¤¤¤
*dobre dziewczynki to złe dziewczyny, których nie złapano :)
**moja wina, moja bardzo wielka wina (łac.)
***via FB :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz