sobota, 14 maja 2016

Rozdział pierwszy.

Jęcząc przeciągle odszukałam dzwoniący telefon i przytomnie wcisnęłam drzemkę zamiast rzucić nim o ścianę. Wolę jednak nie kupować znowu nowego urządzenia. Ukryłam twarz w poduszce, mamrocząc coś do siebie bez ładu czy składu.
  Tak wyglądają poniedziałkowe poranki według Steph Fox-Lisowsky.
  Postanowiłam jednak zdjąć zezwłok z łóżka, zjeść śniadanie, wziąć prysznic. Ale na postanowieniach się skończyło. Głowa mnie bolała z niewyspania, ciążyła jakby ważyła co najmniej tonę, jak nie dwie. Myślałam przez chwilę o skutkach wagarowania i z westchnieniem podniosłam zgrabny tyłek. Jak tylko skończę te cholerne liceum, znajdę pracę w nocy a w dzień będę odsypiać. Może w jakimś klubie? Barmanka była by dobra, jestem mistrzynią jeśli chodzi o drinki...
  Po usłyszeniu po raz kolejny początku piosenki Demons Imagine Dragons - która była jedyną, której jeszcze nie znienawidziłam, mimo, że to ona mnie budzi - podniosłam się w końcu, czując jak jakiś pieprzony bohater. Zrobiłam niedbale poprawki dotyczące zawartości plecaka na dziś i udałam się do łazienki.
  Kilkuminutowy prysznic był dokładnie tym, czego potrzebowałam. Ciepła woda nienachalnie zmyła ze mnie zmęczenie weekendu. Smarując twarz żelem zastanawiałam się, jak czuje się Abby. To nie była jej pierwsza impreza, jednakże nie któraś z kolei. Może mieć większe problemy ze wstaniem niż ja.
  Po porannej toalecie owinęłam się w pasie rzecznikiem i udałam się do pokoju rudej.
     - Abyy - zanuciłam jej do ucha. - Czas wstaaawaaać... - Wymruczała coś niewyraźnie. - Co?
      - Idź gdzie indziej fałszować. - Wstała i przetarła oczy pięściami, po czym się na nich podparła. - I się ubierz.
  Zachichotałam cicho i wróciłam na palcach do swojego pokoju, który był na przeciw. No cóż poradzę, lubię chodzić prawie nago. W końcu przecież się nie wstydzę swojego ciała. Jestem wręcz z niego dumna. Kompleksy tylko zatruwały mi życie.  Potarłam dwie jedyne blizny, które odważyłam zrobić i potrząsnęłam głową.
  Założyłam czarne rurki i koszulkę z szerokim dekoltem, dzięki czemu widać było malinki oraz wściekle różowy stanik. Upięłam niedbale włosy klamrą, zostawiając je w tak zwanym artystycznym nieładzie. Oczy podkreśliłam mocno kredką. Do szkoły wystarczy. Sięgnęłam po plecak, telefon, słuchawki i ładowarkę. Tak ładowarkę.
  Wybiegłam z domu w podskokach. Nienawidziłam lekcji oraz prawie wszystkich nauczycieli, ale już nie mogłam się doczekać, aż znów poczuję słodki smak władzy.

***

     - Podobno ma dziś dojść do nas jakiś nowy - usłyszałam konspiracyjny szept Miley wwiercający mi się w lewy bębenek. - Podobno całkiem przystojny...
     - I podobno zajęty - dodała Ellie z prawej.
  Cała klasa gadała bez skrępowania, bo pan V. pisał coś na tablicy - nikt nie wiedział co - mrucząc do siebie. Znowu nam walnie kazanie, ale nie przejmowaliśmy się tym. To była... norma.
    - Przyda się ktoś nowy - oznajmiłam wyniośle. - Tutejsi mi się przeżarli. Myślałam nawet, żeby spróbować z dziewczynami, tak jest nudno.
  Zaśmiałyśmy się we trójkę, a Mils przejechała językiem po wardze.
     - Zawsze możesz na mnie liczyć - powiedziała.
  Przewróciłam oczami. Odkąd odkryła, że jest bi, stara się mnie i Ellie zaciągnąć do łóżka. Chciałam już rzucić jakimś sarkastycznym komentarzem, ale przerwało mi energiczne pukanie do drzwi.
   Wśród wszystkich dziewczyn przeszedł szmerek podekscytowania.
      - Proszę! - zawołał Vanolan. Gratuluję przebudzenia z krainy algebry i liczby pi.
  Drzwi uchyliły się lekko. Przez szparę nieśmiało wychynęła czupryna w kolorze małpiego brązu. Ładne loki, szczerze mówiąc, mogę tylko o takich marzyć z moimi falami. Które i tak uzyskuję dopiero przy użyciu wałków na mokre włosy albo lokówki. Jak to ludzie czasami mają dobrze już od urodzenia.
     - Hmm, to ja jestem ten nowy - wypowiedziała się niepewnie małpia czupryna niskim głosem z chrypą. Seksowną chrypą. - Nazywam się Harry Styles.
  Vanolan opuścił okulary na czubek nosa i zaczął grzebać w swoim iPhonie. Dyrekcja już dawno wprowadziła elektroniczny dziennik ale dopiero w tym semestrze nauczyciele mogli z niego legalnie korzystać na telefonie - co nie znaczy, że nie robili tak wcześniej. Szczerze nienawidziłam tego paskudztwa,  jak można tak dręczyć ludzi? Dorośli zawsze się na nas wyżywają, ugh. Potem mamy urazy i to my się wżywamy na młodszym pokoleniu, oni mają urazy... i tak dalej.
  Już dawno postanowiłam jak najdłużej pozostać nastolatką. W końcu to złoty okres życia, nieprawdaż?
     - Faktycznie, jesteś. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos nauczyciela. - Siądź z... - Przysunął sobie okulary bliżej nasady nosa i zaczął skanować klasę. Były dwa wolne miejsca. Jedno koło kujonki Lisbet, drugie koło Ellie oraz tuż przede mną.  Szkoda, że każdy ma swoją osobną ławkę. Utrudnia to ściąganie ale nie uniemożliwia. - Siądziesz przed naszą drogą Steph Fox-Losowky.
     - Fox-Lisowsky - warknęłam pod nosem. - I nie pozwalaj sobie, pedofilu.
  Ellie i Caroline parsknęły śmiechem. To oczywiste, że jeszcze przed siedemnastymi urodzinami spałam z większością facetów naszej dzielnicy, dużo starszych od cholernego Vanolana. Mój osobisty rekord to całkiem dobrze utrzymany gość po pięćdziesiątce. Kto by pomyślał, dałam mu najwyżej trzy krzyżyki na karku..
  Nowy niepewnie wszedł do środka, ukazując się w pełnej okazałości.  Ciacho, zdecydowanie powyżej średniej.  Uśmiechnęłam się do niego może nieco drapieżnie, on odwzajemnił gest, ukazując dwa dołeczki. Słodziak.  Będzie mój, już ja o niego zadbam. Wszystkie harpie naszej szkoły się na niego rzucą. - ale to ja będę pierwsza… Ruszył w moją stronę, rzucił torbę niedbale pod ławkę i zwalił się ciężko na krzesło, aż się zatrzęsło. Vanolan tylko rzucił mojej paczce zmęczone spojrzenie i odwrócił się do swojej tablicy. Straciłam nim zainteresowanie, gdy znów zaczął szybko pisać kredą, niczym jakiś bolid. Za to przykuł je nowy.
  Niczym wzorowy kujon wyjął zeszyt i zaczął przepisywać znaczki z tablicy. Jęknęłam w myślach. Błagam, takie ciało marnuje się na taką… mentalność?! To chyba jakiś żart!
  Po chwili jednak małpie loczki odrzucił notatnik na brzeg ławki. Wyjął telefon. Rzucił kontrolne spojrzenie na Vanny’ego i zaczął klikać w całkiem szybkim tempie. Uśmiechał się co chwilę jak głupi.
  O nie. Zajęty?! Ellie miała rację?! Nie no, serio? Ja już miałam swoje plany odnośnie… Harry’ego. Jasna cholera…
  Trudno, zajęty czy nie, będzie mój. Tak postanowiłam, tak będzie. Wola królowej jest święta. Najwyżej ten związek nie pociągnie za długo. Jak znam życie, zdechnie śmiercią naturalną już po miesiącu. Ja to tylko przyśpieszę…
  Wyrwałam z czystego - nigdy nie notowałam nic na matmie - zeszytu kawałek kartki, sięgnęłam po długopis i szybko nabazgrałam:

I co Loczku? Podoba ci się w naszej budzie? PS Z kim tak konwersujesz? x

  Zwinęłam karteczkę i rzuciłam centralnie na jego ławkę. Ma się tego cela. Lata praktyki oczywiście, takich umiejętności nie ma się niestety od urodzenia.
  Chłopak zaskoczony spojrzał najpierw na kulkę, a potem na mnie. Posłałam mu trochę seksowny, trochę milusi uśmiech. Taki miks. Tylko on nie odwzajemnił gestu. Zmiął kartkę w kulkę w dużej dłoni o długich palcach (wiecie ci mówią o facetach z długimi palcami? Że mają...), po prostu schował do kieszeni i powrócił do klikania.
  Ugh. Tylko kilka osób pozwoliło sobie na takie jawne lekceważenie. Zazwyczaj byli to nieświadomi mojej władzy tej szkole nowi. Zaraz byli jednak informowani przez co przytomniejsze i litościwsze osoby, od razu wracali niemal na kolanach, błagając o przebaczenie. Biada im, jeśli to zignorowali. Królowych się nie lekceważy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz