sobota, 14 maja 2016

Rozdział piąty.

- Jeśli w tej chwili nie otworzysz tych pierdolonych drzwi, przysięgam na Boga: pójdę po ślusarza! - ryczał tata, wkurwiony na maksa. Przewracając oczami, podniosłam się z mojego łoża.
Kim jest ślusarz?
Uchyliłam lekko drzwi. Tata spróbował się na chama wpakować do środka, ale-ale!: niedawno zamontowałam tani łańcuch.  Trzymał się dzielnie, mimo naporu z drugiej strony. Mój bohater.
- Co to jasnej cholery jest..?!
- Rzecz, dzięki której czuję się bezpieczna - odparłam zachrypniętym od snu i whiskey głosem. - Rzecz, dzięki której nie będziecie wparowywać mi do pokoju jak jakieś pany.
- Co ty znowu pieprzysz? - zapytał retorycznie. - Znowu sobie coś ubzd-
- Ubzdurałaś, tak, wiem, no i? - Wzruszyłam ramionami. - Daj mi spać.
Wykorzystując brak przygotowania ojca, z zaskoczenia i rozpędu zamknęłam drzwi. Błyskawicznie poprzekręcałam zamki. Znów zaczął - eufemizm - pukać. Rzuciłam się na łóżka z zamiarem ignorowania wszystkich oraz każdego z osobna.
Zdecydowanie chciałam już końca tej kobiecej klątwy. Zaczął się piątek i miałam nadzieję, że już będzie koniec. Może tym razem spokój będę mieć wcześniej...
A może to gówno będzie trwać dłużej.
- Julio Stephanie Fox-Lisowsky - zaczął spokojniej stary. Słyszałam, jak liczy pod nosem do dziesięciu. - Dzisiaj ci odpuszczam, ale pamiętaj: żeby zdać, musisz mieć co najmniej trzy czwarte obecności. Jest dopiero wrzesień - Zgrzyt zębów. O kurwa, ale ja mam dobry słuch! - a ciebie już tydzień nie ma w szkole. Oczekuję poprawy.
Skrzypienie podłogi ucichło jakieś pięć sekund później. Potem do moich uszu dotarł trzask drzwi. Wtuliłam twarz w poduszkę, starając się z powrotem do krainy Morfeusza.

***

Minęly leniwie piątek, sobota. Niedziela bardzo poprawiła mi nastrój, bowiem obudziłam się z nie-zabrudzoną podpaską. Tak!
Tyle wygrać!
Nie chciało mi się jednak iść na żadną potańcówkę (kaszel). Rozkoszowałam się brakiem upierdliwych skurczy tylko pół dnia, potem zaczęło mi się nudzić. Sięgnęłam po laptopa. Czekając, aż się łaskawie uruchomi, uważnie sprawdzałam stan paznokci. Lakier zaczął odłazić, niedobrze. Uznałam jednak, że sprawa może poczekać do jutra, bo teraz nie chce mi się z tym męczyć.
Z westchnieniem kliknęłam ikonkę przeglądarki. Już miałam wpisywać w wyszukiwarkę dobry film erotyczny, ale o to ukazała się niemiła, bardzo niemiła, informacja...
- BRAK POŁĄCZENIA?! - wydarłam się na cały pokój, jak nie dom. - KTO ŚMIAŁ- urwałam. Doskonale wiedziałam, kto jest za to odpowiedzialny.
Przeanalizowałam w głowie moje wartości. Iść i kajać się za swoje k a r y g o d n e zachowanie, obłudnie obiecywać poprawę, czy obejrzeć kilka razy jedyny ściągnięty film - Matrix..? Matrixem już rzygałam, ale bardziej miałam dość tej suki. Do niej na pewno nie pójdę. Po chwili jednak wpadłam na genialny plan.
- ABY!!
- CZEGO?!
- CHODŹ TU!!
- NIE MA MOWY JAK CZEGOŚ CHCESZ TO SAMA CHODŹ TU!!
Zależy mi?
A co tam, idziemy.
Podniosłam seksowny tyłek i udałam się pod drzwi przyszywanej siostry, zamykając dokładnie moje. Zapukałam trzy razy.
- Wejdź.
Posłusznie spełniłam polecenie. Pokój był urządzony w stylu księżniczkowatym: różowe ściany, białe meble. Siostra od lat pieczołowicie zbierała plakaty różnych zespołów, dzięki czemu ten okropny kolor tak bardzo nie rzucał się w oczy. Odkładała także kieszonkowe, aby jak najszybciej kupić inną farbę. Nie rozumiałam tego. W końcu za dwa lata idzie do collegu, więc opuści ten dom - tak samo, jak i ja. Po co marnować pieniądze? Ja bym się przemęczyła.
Aby akurat siedziała przy komputerze, tworząc nowy rozdział swojego opowiadania. Podeszłam bliżej i zaczęłam czytać jej przez ramię:
- Amelio, tak bardzo cię pragnę... wyba-
- Cicho! - Błyskawicznie zamknęła urządzanie. Jej policzki zrobiły się mocno czerwone. - Czego chcesz?
Parsknęłam śmiechem.
- Facet nigdy by tak nie powiedział - oznajmiłam przemądrzałym tonem. - Oni są lakoniczni. Zamiast tego: Amelio, blabla, taki Liam by rzucił: zaraz będę cię pieprzył.
- Stephie!
- No co? - Wzruszyłam ramionami. - To ja mam z nas dwóch większe doświadczenie.
- Ale tylko jeśli chodzi o seks - powiedziała buntowniczo. - Nigdy nie trafiłaś na takiego romantyka jak Antonio.
- Serio, Antonio? - Załamałam się, gdy potwierdziła ruchem głowy. - Czemu nie od razu Romeo? - dodałam z przekąsem.
- Bo... zresztą, nieważne. Po co tu przyszłaś? - zapytała wkurzona. - Chyba nie po to, żeby dawać mi rady.
- Istotnie. - Posłałam jej mój firmowy uśmiech. - Chciałam pożyczyć Crysisa.
- Przecież twój laptop nie wytrzyma.
- Nie bój nic, to dzielny gość, da sobie radę.
Tak więc wieczór spędziłam na zabijaniu obcych jako gościu w super kombinezonie, którego nie można zdjąć. Wyższa biotechnologia i tak dalej. Przynajmniej przystojna byłam.

***

Chlapnąwszy sobie kieliszeczek, no, może ze dwa (trzeba było uczcić zabicia bossa!), spałam mocnym snem do siódmej. Wtedy zerwałam się nagle z łóżka, bo wokalista Imagine Dragons wrzasnął mi do ucha:
- Kiedy czujesz mój płomień, spójrz w moje oczy...*
- Sam sobie spójrz w oczy - warknęłam, ale zamiast do łózia poszłam do łazienki.
Poniedziałek czas zacząć. 

***

Umówiłam się z Lou po szkole, więc czas w tym więzieniu ciągnął się jak guma od majtek. Na matematyce rysowałam karykatury dyrektora, na historii skończył mi się brudnopis, a na biologii miałam ochotę wrzeszczeć. Ja pierdolę, nie wytrzymam tych dziewięciu miesięcy, na sto procent. Uciekam z tego pieprzonego miasta do Nowego Yorku albo cokolwiek, bo oszaleję. Autostopem.
- I jak z Harry'm? - zapytała trochę złośliwie Ellie na lunchu. - Nadal będzie twój? Ja ostatnio widziałam go w poprzedni weekend z jakąś dziewczyną.
- Serio? - zapytałam obojętnie. Harry intrygował mnie w coraz mniejszym stopniu, chociaż był słodki i jakby... niewinny. To działało nieco podniecająco, jednakże mi zależało na zaspokojeniu potrzeby bez niepotrzebnych podchodów.
- No. Ja też - wtrąciła Caro, wkładając do ust lizaka. - Kompletny brak gustu, kto chodzi w nieobcisłych dresach po parku? Załamka totalna.
Zaksztusiłam się sokiem. O kurwa kurwa kurwa one tam były... ale chyba mnie nie rozpoznały. Nie, na pewno nie, byłabym już zrzucona ze szkolnego tronu, a nic takiego się nie stało. Może tylko małpia czupryna był w stanie mnie dostrzec.  I dobrze. Nie potrzebowałam kłopotów jeszcze z tego więzienia.
Te wszystko przebiegło mi przez głowę, po czym wybuchłam śmiechem. Nie był on jednak wesoły. Ten śmiech zawierał w sobie potężną dawkę pogardy, szyderstwa, potępienia dla tego typu idiotyzmu. Jak można chodzić w dresach poza domem?
- Jakaś idiotka chyba - wyksztusiłam. Dziewczyny zgodnie przytaknęły. - Powiedzcie mi jeszcze, że to były te grube dresy...
Przytaknęły. Uśmiechając się złośliwie, pomyślałam, że muszę konieczne wyrzucić tę parę.
- W sumie, wzięłabym ją za ciebie, gdyby nie te dresy - powiedziała Caro. - Ale ty byś w życiu się tak nie ubrała.
Wstałam z zamiarem odniesienia tacy, koleżanki tak samo.
- W życiu - potwierdziłam spokojnie.
W życiu nie ogarnęła mnie większa wściekłość, gdy jakiś mało rozgarnięty pierwszak wpadł na mnie ze swoją tacą.
W stołówce zapadła cisza, przez którą atmosferę można byłoby kroić tasakiem. Wszyscy patrzyli na tego idiotę współczującym wzrokiem. Blondyn przełknął nerwowo ślinę, podniósł wzrok na moją białą koszulę, w tej chwili mokrą od obrzydliwej CocaColi Light. Jak można pić to świństwo? W dodatku czarny koronkowy stanik był jeszcze lepiej widoczny niż chwilę temu. Wyglądałam jak dziwka.
Stop. Jakbym wcześniej tak się nie prezentowała...
- Ty... - zasyczałam jak wąż, cholernie jadowity wąż. - Czy ty widzisz, jak teraz wyglądam?! - wrzasnęłam wkurwiona. - Ty debilu..!
- Jja przprzepraszszszam, nnie chciałem... - wymamrotał.
Ludzie ze stołówki oglądali całe przedstawienie z wyraźnym zainteresowaniem. No cóż, rzadko trafia się osoba na tyle durna, która nie patrzy przed siebie. Która wpada na królową.
Przynajmniej przeprosił, ale...
- GÓWNO MNIE TO OBCHODZI! - krzyknęłam. - MASZ PRZESRANE SKURWIELU!!.. - dodałam, po czym dumnym krokiem przemierzyłam stołówkę, kierując się w stronę wyjścia. Na szczęście w szafce mam zapasową koszulkę na takie właśnie wypadki, pomyślałam, rozpinając guziki. Z pomieszczenia wyszłam w samym staniku, wysyłając buziaczki do gwiżdżących. Może jest jakiś plus?
Ale ten idiota ma przejebane. Porządnie przejebane. Na jego miejscu zmieniłabym szkołę. Moje zemsty są straszne. Wszyscy o tym wiedzą.
Obmyślałam plan i jednocześnie przemierzałam szybkim krokiem korytarze. Może lubiłam chodzenie prawie nago (EKSHIBICJONIZM ZE MNIE WYŁAZI), nie mniej jednak było mi zimno. Gęsia skórka i ja nie bardzo się lubiłyśmy. Gdy w końcu dotarłam do szafki, natychmiast po otwarciu przyłożyłam do ciała pomarańczową obcisłą koszulkę z dekoltem w serek. Przejrzałam się w lustrze przyklejonym na drzwiach. Do czarnych szortów... nawet nie było tak źle. Może jednak znajdę coś fajniejszego. I nie z długim rękawem.
Zielona siatka - bo bluzką tego nie nazwę - właściwie sama wpadła mi w ręcę. Na ramiączkach, głęboki dekolt z przodu i z tyłu. Idealna.
Szybko udałam się z zieloną perfekcją do łazienki. Tam umyłam się mokrymi chusteczkami, bo przez ten cholerny słodzik cała się kleiłam.
Dziewczyna po drugiej stronie lustra spojrzała na mnie z aprobatą. Oczka były na tyle małe, że dopiero po skupieniu wzroku w jednym miejscu można było dostrzec... ee... ciało. Za to stanik wyróżniał się doskonale. Rozpierała mnie duma, iż jestem w stanie poradzić sobie nawet w takiej kryzysowej sytuacji. Zmierzwiłam włosy, przejechałam po ustach błyszczykiem i posłałam tej lustrzanej piękności uśmieszek, który odwzajemniła.
Czas wrócić na lekcję... na lekcję pana Payna.

***

Alabama jest naprawdę pięknym stanem. Jednym z jej wielu uroków jest dostęp do Zatoki Meksykańskiej. Nie wiem, jak wytrzymałaby bym w takim Teksasie, bez większego zbiornika wodnego. Lata w Alabamie są gorące i wilgotne. Wtedy najczęściej leżę na łóżku, kląc na czym świat stoi. Wszyscy chodzą prawie nago, dusząc się niemal z gorąca. Tracimy naprawdę dużo prądu z powodu elektrycznych wiatraków, które dają niewielką ulgę. Mało komu chce się iść w takie upały na plażę, jak mojej paczce.
Uwielbiam Alabamę. A jeszcze bardziej fakt, iż moje miasto ma bezpośredni dostęp do Zatoki.
- A więc nazywasz się Tomlinson - wymruczała zalotnie Ellie. Surowym wzrokiem przekazałam jej, żeby hamowała hormony, ponieważ na dzisiejszy dzień 'Tomlinson' był zabukowany. Sorry Winetou. - Koło mnie mieszka rodzina o podbnym nazwisku...
Parsknął śmiechem.
- Na pewno nie moja - powiedział pogodnie, po czym szczypnął mnie w tyłek.
Siedzieliśmy na plaży, rozkoszując się ostatnimi promieniami słońca. Caro i dziewczyna, której imienia nigdy nie pamiętałam zniknęły jakiś czas temu w krzakach. Każdy domyślał się po co, fakt ten został już kilka razy skomentowany. Sam z Rose poszli brać kąpiel w nagrzanej wodzie, biorąc przykład ze mnie i Lou.
- Może trójkącik..? - zapytała nagle Ellie, perfidnie wcinając się w moje uwodzenie Tomlinsona, który już miał właśnie zaproponować mi krzaki.
- Hmm... - mruknął brunet, odklejając się ode mnie. - No nie wiem, Step jest wystarczająco zajmująca. - Puścił oczko napalonej dziewczynie, po czym wstał, ciągnąc mnie za sobą. - A teraz wybacz, mamy sprawę do dokończenia.
Oblizawszy usta, uśmiechnęłam się na widok jej zawiedzionej miny i poszłam za chłopakiem.
Gdy weszliśmy za linię drzew, przygniótł mnie niemal swoim ciężarem do drzewa. Oboje ciężko oddychaliśmy, nie mogąc się doczekać. Gorączkowo rozpinałam jego spodnie, on zajął się moimi szortami. Tak, doskonale się uzupełnialiśmy.
Gdybym wiedziała, że ktoś dzięki nam ma darmowe porno na żywo...

***

- Gdzieś ty znowu była?! - wrzasnął ojciec.
Zachichotałam na widok jego czerwonej twarzy.
- To tu, to tam, to sram - powiedziałam. - Mogę iść?
- Chyba sobie żartujesz!
- No chyba nie!
- Nigdzie teraz nie idziesz, dopóki nie powiesz, gdzie byłaś! Jest druga w nocy!
- Na plaży, Jezu!
- NA PLAŻY?! CO TY SOBIE W OGÓLE MYŚLAŁAŚ?!
- ŻE FAJNIE BĘDZIE SIĘ POKĄPAĆ!
- Co to za krzyki?
Oboje podnieśliśmy głowę po usłyszeniu tego pytania wypowiedzianego z brytyjskim akcentem. Blondynka stała na schodach w mojej starej koszuli nocnej. Czarna koronka była krótka, poza tym opinała się na jej brzuchu. Przytyła suka pomyślałam, uśmiechając się złośliwie. Ktoś tu nie ma tak dobrej kondycji jak ja, uuuupss, pojazd.
- Emi, idź do łóżka, dobrze? - poprosił łagodnie tata.
- I tak nie mogę spać przez te krzyki.
- Przepraszam Emi.
Obserwowałam w milczeniu, jak osoba, która śmie nazywać się moim ojcem, kaja się przed macochą niczym pokorny sługa. Boże, gościu, ona cię zdradza i okrada! Kiedy to w końcu zauważysz?!
- Zaraz skończymy, idź do łóżka, w twoim stanie powinnaś odpoczowywać.
- W twoim stanie? - sarknęłam. - Nie mów, że ją zapłodniłeś...
Widząc ich miny, zaczęłam się głośno śmiać. Jednocześnie ogarnęło mnie obrzydzenie ns myśl, że pieprzyli się, kiedy mnie nie było... chociaż...
- Lepiej jednak zróbcie test na ojcostwo. - Prychnęłam. - Bo wiesz, może być któryś z tych facetów, których mi podkradłaś...
Wypuściwszy zatrutą strzałę, uciekłam do pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz