sobota, 14 maja 2016

Rozdział siódmy.

Perrie patrzyła na mnie ze szczerą nienawiścią. Gdyby wzrok mógł zabijać... można by tylko spekulować. Byłabym zimnym trupem od kiedy przeszłam przez próg szkoły dzisiejszego poranka? Turyści bądź spacerowicze ze zdumieniem napotykaliby kawałki mojego seksownego ciała w różnych częściach stanu? Z pewnością jej palące spojrzenie zostawiło mi jakieś blizny na karku.
Teraz, kiedy miałam na głowie poważniejsze problemy, nie bardzo przejmowałam się jakąś zazdrosną laską. Zresztą, teoretycznie nic na mnie nie miała - chyba, że ona i Zayn byli razem. A nie byli.
No przepraszam. NA PEWNO NIE BYLI RAZEM. Mówi to królowa szkoły, która musi być na bierząco z plotkami. Zresztą, niech go sobie bierze, kurwa mać. Zafundował mi taki stres, że nawet nie mam kiedy myśleć o jakiejś zemście.
Trzy miesiące.
Tyle musiałam czekać, żeby uzyskać wiarygodny wynik. I ewentualnie jeszcze sześć potem. Ulga, gdy lekarz przeczytał 'negatywny' była wręcz obezwładniająca. Ale... Potem okazało się, że niewiadomo, czy to prawda. Pan Rosemoore - brat aptekarki-ćpunki (nie zmieniła nazwiska po ślubie) - uprzejmym głosem zadawał pytania typu:
- Zabezpieczali się państwo? Jakiego rodzaju były to zabezpieczenia? Ile razy mieli państwo ze sobą kontakt seksualny? Czy to był jedyny zarażony wirusem pani partner?
Nie czułam się jakoś specjalnie onieśmielona tym przesłuchaniem. W końcu wykonywał swoją pracę, prawda? A poza tym... tajemnica lekarska (chyba) istnieje, no nie? Musi być coś takiego. Na ostatnie pytanie wzruszyłam ramionami. Raczej nie sądzę.
Z gabinetu wyszłam jednak zdruzgotana. Trzymiesięcznym celibatem, a potem może półrocznym na dodatek. Ja pierdolę. Lekarz się ze mnie w duchu śmiał, widziałam jak drgają mu kąciki ust po moim pełnym oburzenia i niechęci okrzyku. Jak ja to wytrzymam?! Zostają zabawki z sex shopu. A ja nie bardzo lubię tego typu rzeczy.
Cała szkoła plotkowała o tym, że dziś się nie umalowałam i ubrałam niestarannie. Perrie rozsiewała wieści, że dobierałam się do redaktora a potem Zayna, i że dopiero ten drugi uległ, po czym skończyło się wymoszonym numerkiem.
Gdy na matematyce usłyszałam to po raz kolejny, wkurwiłam się.
- Edwards, słońce - zaczęłam głośno. Vanolan wyszedł na chwilę 'do toalety'. Oczywiście, że podszedł zapalić. - Ja wiem, że jesteś zazdrosna o moją aparycję, ale stul tą swoją mordę, dobrze? I przypominam ci - tu wzięłam krótki oddech. Cała klasa patrzyła na mnie z głodem w oczach. - że to ciebie Robert i Zayn spławili, ja po prostu wybrałam większego kutasa. - Odwróciłam się w stronę tablicy, śmiejąc się w duchu. Może to nie był jakiś ambitny pojazd, ale... wystarczy na razie.
Gdy wszedł Vanolan, mój telefon zawibrował. Zerknęłam na niego.

2 new messages

Hmm, ciekawe, od kogo.

Hej co ty taka smutna? H xx

Skąd masz mój numer? O.o

Wymieniliśmy się w kawiarni, nie pamiętasz? :<

Zerknęłam górną część konweracji, a potem na nazwę komtaktu. Chyba się nie zapisało. Ale to się da nadrobić. Wklepałam szybko Styles Z Na Przeciwka, ale to też ne chciało się zapisać.

Phone memory is full.

Co?!

Please delete some messages for free space.

CO?!

Niewiele myśląc, opróżniłam Kosz i SPAM. To trochę bez sensu, czemu to od razu nie znika? Pousuwałam też konwersacje z nieznajomymi, choć niektóre były serio gorące. Zatrzymałam się przy Lou. Zraniona duma wrzeszczała na stos z nim! ale przecież ten facet jest całkiem spoko.
Dlatego jest mi tak żal.
Szlag by tą Ellie czy jak jej tam. Nie, Eleanor. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby to była ta Ellie. Mam przykre przeczucie, że wykluczyła z kręgu znajomych... i nie tylko.
Zajęta rozmyślaniem i usuwaniem nie zauważyłam jeszcze jednej wiadomości od małpiej czupryny.
Kendal przyjedzie prawdopodobnie w następnym tygodniu! Chciałbym was ze sobą poznać, na pewno będzie fajnie!

Kto to jest Kendal?!

Moja dziewczyna, opowiadałem ci przecież. -.- Jestem pewien, że się polubicie!

Ta krótka wiadomość sprawiła, że czułam się jakby trafił mnie piorun. Kilka razy. Kulisty i normalny.
A jednak.
Miała rację.
Teraz to mam niezły zgryz, skoro ze snów o nim budzę się mocno napalona, a przecież widzę tylko jego twarz! No dobra, dolne partie też. Mniam po prostu... Ale kurwa! Co to za patologia! Przypomniało mi się, że chciałam rozbić ten związek. Nie mogłam jednak tego nawet próbować, Harry wydawał się taki szczęśliwy, podczas opowiadania o niej...
Chwila.
Zbyt szczęśliwy. A ja tego nie znoszę, bo straszna ze mnie zazdrośnica.

***

Stolik królowej szkoły i jej bandy znajdował się mniej więcej pośrodku sali. Miałyśmy dobry widok na wszystko w tym pomieszczeniu.
Metale i punki zazwyczaj okupywali dwa przeciwne do siebie rogi. Nie bardzo się lubili, zwłaszcza ci pierwsi mieli jakiś problem, ale zazwyczaj nie mieszaliśmy się w ich sprawy. Osobne subkultury. Nabijane ćwiekami skórzane kurtki, ciężkie wojskowe buty... glany? Nie zaczepiali nas a my ich ignorowaliśmy. Taka prymitywana wersja pokoju.
Nerdy zajmowały miejsca przy wejściu. Zawsze nawijali o jakiś nowych, niesamowicie super grach, w których była lepsza grafika i dźwięk, więc musieli kupić nową kartę graficzną oraz dźwiękową. Wzdrygałam się za każdym razem, gdy tamtędy przechodziłam. Levele, many, questy, expy, itemy czy gildie... Brzmieli jakby byli z innego kraju, ba!, planety. W dodatku większość miała przy sobie laptopy.
Kujony okupywały miejsca koło nich. Zawsze wspólnie do czegoś zakuwali. To jest straszne. Zmarnowane życie. Tace z nietkniętymi kanapeczkami bezglutenowymi czy coś (k a ż d y choć raz głośno narzekał na swoje alergie) leżały nietknięte, porzucone - najważniejsze były podręczniki. Zauważyłam, że każdy kujon ma za duże okulary, aparat na zębach i dziwne ubrania. Niemodne. Dziewczyny w ogóle nie pokazywały swoich zalet, gadały tylko o tym, jak to liczba pi nie ma końca (co?!), że pierwiastek kwadratowy z czegoś tam nie istnieje i inne bzdury.
Ludzie, jak wy sobie poradzicie w życiu?
Czilliderki siedziały wraz z drużyną footbolową. Warto by chyba wspomnieć, że zazwyczaj to z tej kasty pochodziła para królewska. Jako singielka i po prostu liderka najwredniejszych lasek w szkole łamałam tą tradycję. Za to jak każda moja poprzedniczka dawałam dupę na lewo i prawo. Nie byłam zbyt bogata, ale pewna siebie poza załatwia wszystko. Kieszonkowego od matki starcza na dobre ciuchy i makijaż.
Moja grupa składała się z imprezowiczów, głośnych, wrednych dziewczyn, mnie... Kilku ćpunów też miało tu swoje miejsce, aczkolwiek te ciężkie przypadki siedziały przy własnym stoliku. Trzymali się nas, bogatych, żeby nam wciskać swój towar, ale ja zawsze odmawiałam.
Harry dosiadł się do grupy muzycznej, siedzącej blisko okien. Lubił czasami z nimi pośpiewać, widziałam i słyszałam. Śmiał się z ich dziwacznych żartów i potrząsał głową, gdy pokazywali mu różne instrumenty. Odwróciłam wzrok, gdy jedna z moich byłych koleżanek nakryła mnie na gapieniu się. Nie rozumiały mojej zmiany, namawiały do powrotu... nie. Nie teraz, gdy mam jakąkolwiek pozycję w tym więzieniu.
- Steph, Steph, żyjesz jeszcze? - Ellie pstryknęła mi przed oczami. Wzdrygnęłam się.
- Czego?
Swoim warknięciem zwróciłam uwagę całego rozchichotanego towarzystwa. Johnny otarł usta ciasteczką i grzecznie zauważył:
- Nie musisz byç od razu taka niegrzeczna, Nutty.
Przewróciłam oczami na to głupie przezwisko. Jeszcze z tamtego życia. Moje orzechowe włosy robią furorę do dziś, co jest serio dziwaczne.
- Nie jestem niegrzeczna. - Westchnęłam. - Po prostu... mam problemy. I już. Nie wasza sprawa.
- Ale na nas to się odbija - zauważyła znudzonym głosem grzebiąca w dietetycznej sałatce Caroline. - Mogłabyś spuścić z tonu.
Wzruszyłam ramionami.
- Jak akcja z blondynem? - zapytałam obojętnie, wpatrując się w tacę. Dziś wzięłam na pocieszenie bombę kaloryczną: podróbę Twistera z KFC, frytki a na deser ciasto czekoladowe. Mniam.
Ellie wyprostowała się w swoim krześle, podekscytowana.
- Już siedzi na kleju - powiedziała konspiracyjnym szeptem. - Dziś wziął wodę, Horan ich zagadała a ja nasypałam o pomieszałam.
Po raz pierwszy dzisiaj się uśmiechnęłam.

***

- Najlepsza akcja k i e d y k o l w i e k! - wrzasnął Johnny i zaczął się głośno śmiać, rozpaczliwie łapiąc powietrze. Oczywiście, że razem z dziewczynami robiłyśmy to samo.
Ludzie w kawiarni dziwnie się patrzyli, co nas mało obchodziło. Pławiliśmy się w poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Pierwszoroczniak wybiegł ze stołówki cały zarzyganany i w podartych spodniach. Nie widziałam nigdy nic śmieszniejszego. Całe pomieszczenie brzmiało szyderczym śmiechem.
Coś jednak kuło mnie w sercu, gdy przypominał mi się widok wybiegającego za tym pierwszoroczniakiem Harry'ego. Rzucił mi jedno spojrzenie pełne pogardy i rozczarowania, które prześladowało mnie do teraz. Starałam się to jednak ignorować..
- Dobra kociaczki, muszę się zbierać - powiedziałam wesoło do gromady.
- Dlaczegoooooo? - niemal zawyła Ellie. Za dużo kawy z whiskey.
- Umówiłam się z Samem na skypie.
- Uuuuuuuuu z Samem? - teraz to Caro odwaliło.
- Podrów go od nas. - Johnny puścił mi oczko.
Wysłałam im buziaczki i wyszłam z kawiarni.
Pech chciał, że trafiłam na osobę, która pałała do mnie, hmm, niechęcią.
- O, Stephanie, jak miło cię widzieć - zaczęła Perrie. Westchnęłam tylko. - Chcę ci tylko powiedzieć-
- Że mam się trzymać z dala od Zayna, bla, bla, bla, tak wiem mogę iść? - zapytałam znudzona. - Bierz go sobie, i tak go już zaliczyłam.
- A-ale... - zaczęła Edwards, ja miałam jednak pewne plany, pewien ważny telefon do wykonania w domu.
- Słuchaj, gówno mnie obchodzą twoje wonty, bierz go sobie, a teraz się odczep, dobra? - Wyminęłam blondynkę, nie zamierzając tracić czasu na jej pretensje.

***

Sam tak naprawdę nie istniał. Wymyśliłam go jakiś czas temu, wmawiając wszystkim, że to mój tajemniczy facet. Ja bym nie uwierzyła, ale to moja grupa jest głupia, a nie ja. Dorobiłam do tego całą historię pierwszego spotkania, pocałunku, seksu i roztania. W końcu nawet Caro nie podobałoby się, że zdradzam takiego gościa. Oficjalnie byliśmy przyjaciółmi.
Ale z tego się śmieję.
Ogarnęłam swój pokój i włączyłam laptopa. Uff, jest internet. Włączyłam skypa i w czasie, gdy się ładował, splotłam szybko warkocza. Kate Fox dostępna.
- Julie! Tak dawno nie dzwoniłaś! - Na ekranie pojawiła się mama. Leżała w łóżku, i mimo, że widziałam tylko głowę i poduszkę wiedziałam, że jest podłączona do kroplówki. Zakaszlała, zanim dodała: - Jak tam w szkole?
- Dobrze - Uśmiechnęłam się. - Ale teraz ty jesteś ważniejsza. Co mówi lekarz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz